Wkrótce kolejne serwisy
składowe Portalu

17-10-2017
Masz samochód? Inwestuj w dzieci!

Nawet 224 złote rocznie mogą zaoszczędzić na obowiązkowym ubezpieczeniu OC rodzice jednego dziecka. Przy dwójce dzieci oszczędności są jeszcze większe. W jakim stopniu posiadanie dzieci wpływa na ceny polis komunikacyjnych?

 

Rok 2016  przyniósł ogromne podwyżki obowiązkowych ubezpieczeń OC. W ciągu 12 miesięcy ceny tych polis wzrosły o ponad 50%. We wrześniu 2017 roku średnia cena ubezpieczenia wynosiła prawie 1200 zł. Taki wydatek stanowi poważne wyzwanie dla domowego budżetu wielu Polaków. Warto więc wiedzieć, co wpływa na cenę polisy i kto może liczyć na tanie OC? Oprócz bezszkodowej jazdy, wieku kierowcy czy pojemności silnika, dla ubezpieczycieli liczą się też dzieci!

Tańsze OC, ale o ile?

 

Eksperci porównywarki OC/AC mfind.pl sprawdzili, ile mogą zaoszczędzić kierowcy, którzy mają dzieci. Okazuje się, że o ile bezdzietni posiadacze aut średnio płacą za obowiązkową polisę OC 1083 złote, to ci z jednym dzieckiem wydają na takie ubezpieczenie średnio o 224 złote mniej. Na jeszcze większe oszczędności mogą liczyć rodzice dwóch pociech. W ich przypadku średnia cena ubezpieczenia OC to już tylko 815 złotych. Oznacza to, że w ich portfelu zostaje rocznie 268 złotych w porównaniu do tych, którzy nie mają dzieci.

 

Ale oszczędności dotyczą także polisy autocasco, czyli AC. Z 250 tysięcy kalkulacji wykonanych w kalkulatorze OC/AC mfind.pl wynika, że właściciele aut, którzy nie mają dzieci, płacą średnio za AC 1742 złote. Osoby, które mają przynajmniej jedno dziecko wydają na to ubezpieczenie o 292 złote mniej, zaś kierujący z dwójką dzieci muszą średnio przeznaczyć na autocasco już tylko 1389 zł. To aż o 20% mniej niż w przypadku bezdzietnych kierowców.

 

Rodzice płacą mniej – ale dlaczego?


Skąd biorą się tak duże różnice? – Niektórzy ubezpieczyciele wychodzą z założenia, że kierowcy, którzy przewożą dzieci są ostrożniejsi, bardziej kulturalni i jeżdżą zgodnie z przepisami ruchu drogowego – tłumaczy Urszula Borowiecka, ekspert porównywarki mfind.pl. – Tym samym mniej ryzykują i mają mniej stłuczek na koncie. W efekcie płacą mniej za ubezpieczenie. Należy jednak pamiętać, że zniżki na OC lub AC przyznawane są jedynie tym rodzicom, którzy posiadają nieletnie dzieci. Z reguły powyżej 15. roku życia pociech przestają one obowiązywać – dodaje.

The post Masz samochód? Inwestuj w dzieci! appeared first on Konecki24.pl.

Czytaj więcej ...
17-10-2017
Samochody spalinowe będą stopniowo wypierane przez auta elektryczne. Koncerny motoryzacyjne stawiają na rozbudowę sieci ładowania

Do 2040 roku udział aut elektrycznych w ogólnej sprzedaży samochodów może przekroczyć 50 proc. Do tego, by mogły one zastąpić pojazdy spalinowe, konieczne jest jednak stworzenie całego ekosystemu energetycznego. Koncerny motoryzacyjne skupiają więc na rozbudowie sieci ładowania. Ten cel postawił sobie m.in. Nissan wspólnie z Greenway Infrastructure Poland, którzy planują wybudować do 2020 roku prawie 200 stacji. Koncerny motoryzacyjne stale też pracują nad zwiększaniem zasięgu akumulatorów.

– Napędy pojazdów oparte na silnikach spalinowych docelowo będą zmierzały do eliminacji silników spalinowych i paliw, pochodnych ropy naftowej. Nie będzie to proces gwałtowny, ale stopniowy. Najpierw poprzez produkcję i masowe użytkowanie pojazdów hybrydowych, które jednak należy traktować jako element przejściowy. Docelowo będą dominowały pojazdy napędzane energią elektryczną, czyli pojazdy elektryczne bateryjne bądź napędzane wodorem poprzez ogniwa paliwowe, które z wodoru wytwarzają energię elektryczną – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr inż. Piotr Piórkowski z Wydziału Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej.

Na koniec 2016 roku na świecie było ok. 2 mln samochodów elektrycznych (dane Międzynarodowej Agencji Energii), a według prognoz w latach 2030–2040 może być ich już 100 mln. Jak podaje European Automobile Manufacturers Association (ACEA), w 2016 roku w Unii Europejskiej zarejestrowano ponad 155 tys. samochodów z napędem elektrycznym i 278 tys. hybryd. Na polskim rynku (dane Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych) na koniec ubiegłego roku zarejestrowanych było 1237 „elektryków”. 

– Transport elektryczny, zwłaszcza w obszarach miejskich, wydaje się być napędem idealnym. W mieście, gdzie natężenie ruchu jest bardzo duże, pojazdy elektryczne w przeciwieństwie do pojazdów spalinowych nie emitują zanieczyszczeń, zwłaszcza dwutlenku węgla, cząstek stałych – mówi Piotr Piórkowski.

Barierą w rozwoju transportu elektrycznego są stosunkowo wysokie ceny baterii. Jednak według raportu Bloomberg New Energy Finance, od 2010 roku cena litowo-jonowej baterii w przeliczeniu na jedną kWh zgromadzonej w nich energii spadła o 73 proc., czyli z 1 tys. do ok. 270 dol. W 2030 roku zmniejszy się o kolejne 70 proc. do poziomu 73 dol. Wciąż jeszcze brakuje odpowiedniej infrastruktury, czyli stacji ładowania pojazdów.

– Obawy, jakie zgłaszają potencjalni klienci jeśli chodzi o samochody elektryczne, to na pewno kwestia zasięgu. Nie lubimy jeździć na rezerwie, a zasięg w samochodzie elektrycznym jest jeszcze trochę niższy niż w przeciętnym samochodzie spalinowym, co nie oznacza, że nie wystarcza nam to na codzienne potrzeby, ponieważ zdecydowana większość kierowców nie robi dziennie więcej niż do 50 km – mówi Dorota Pajączkowska, PR Manager marki Nissan w Polsce.

Dlatego Nissan chce intensywnie rozwijać sieć stacji ładowania. Według przedstawionego niedawno planu rozwoju elektromobilności marka ogłosiła zamiar rozbudowy infrastruktury ładowania w Europie o 20 proc. w ciągu najbliższych 18 miesięcy. Dziś sieć liczy ponad 4,6 tys. szybkich ładowarek. Nissan współpracuje także z Greenway Infrastructure Poland, która ma zamiar do końca tego roku postawić 40 stacji. Do 2020 roku ma być ich 200, wśród nich 10 szybkich i 135 ultraszybkich.

Dodatkowo koncerny stale pracują nad zwiększaniem zasięgów akumulatorów.

– Rynek akumulatorów bardzo się rozwija. Nowy Nissan LEAF który wejdzie do sprzedaży na początku przyszłego roku to kolejny krok naprzód. Samochód będzie miał blisko 380 km zasięgu na jednym ładowaniu. Taka bariera zupełnie przestanie być istotna – mówi Dorota Pajączkowska.

Obecnie co czwarty samochód elektryczny na świecie to Nissan. Tego typu pojazdy dobrze sprawdzają się dla flot, są oszczędne, a ich przeglądy nawet o połowę tańsze niż spalinowych samochodów. Umożliwiają też pokonywanie coraz większych dystansów. To właśnie dlatego polscy podróżnicy wybrali samochód elektryczny Nissan LEAF do podróży przez Afrykę. Projekt Electric Explorer African Challenge 2018 ruszy w lutym przyszłego roku. W podróż z Kapsztadu do Polski wyruszą Arkady Paweł Fiedler i fotograf Albert Wójtowicz. 

– Afrykę przejechałem już wcześniej samochodem, wiedząc, jakie będą przede mną wyzwania, drogi różnej jakości, temperatura, aura. Myślałem o samochodzie sprawdzonym, który przejechał wiele tysięcy kilometrów. Właśnie takim samochodem jest Nissan LEAF – ocenia Arkady Paweł Fiedler, podróżnik i uczestnik wyprawy. – W Afryce przede mną mnóstwo różnych wyzwań, głównie związanych z ładowaniem samochodu.

Przedstawiciele firmy Nissan przekonują, że na pojazdy elektryczne można patrzeć znacznie szerzej. To nie tylko środek mobilności, ale część znacznie większego systemu.

– Nissan wraz z partnerami z branży elektroenergetycznej skonstruował dwukierunkową ładowarkę. Ten system nazywa się vehicle-to-grid, pozwala ona na dwukierunkowy przesył energii. Poprzez taką ładowarkę możemy ładować samochód, kiedy jest nam potrzebny do jazdy, ale też możemy pobierać prąd z akumulatora samochodu elektrycznego na potrzeby domu, gdy np. chcemy zasilić dom w czasie największego szczytu, kiedy stawki za energię są najwyższe – tłumaczy Dorota Pajączkowska.

System V2G już od roku funkcjonuje w Danii. Klienci, którzy zdecydują się na zakup takiej ładowarki, mogą sprzedawać nadmiar energii z powrotem do sieci. Rozwiązania Nissana pozwolą nie tylko na oszczędności, ale w sytuacji awaryjnej mogą posłużyć jako źródła zasilania awaryjnego.

Źródło: Samochody spalinowe będą stopniowo wypierane przez auta elektryczne. Koncerny motoryzacyjne stawiają na rozbudowę sieci ładowania

The post Samochody spalinowe będą stopniowo wypierane przez auta elektryczne. Koncerny motoryzacyjne stawiają na rozbudowę sieci ładowania appeared first on Konecki24.pl.

Czytaj więcej ...
17-10-2017
Kilometrowa plama oleju

Na drodze krajowej DK42, a w Stąporkowie ulicy Koneckiej, prawdopodobnie  w wyniku wycieku oleju z przejeżdżającego samochodu, prawdopodobnie ciężarowego na jezdni powstała plama oleju o długości kilometra. Szerokość plamy miała  różne wymiary, ale głównie 50 centymetrów. Do akcji pojechał zastęp JRG i zastęp OSP Czarna. Strażakami i druhami  dowodził asp. sztab. Michał Bukowski. Zastępy posypały plamę sorbentem, środkiem absorbującym olej. A mieszankę oleju z sorbetem zabrali do utylizacji, a to ze względu, ze na miejsce zdarzenia nie przybył zarządca drogi. W związku ze zdarzeniem, którego efektem była plama na długości 1 km, nic nie zostało zniszczone – mówi kpt. Mariusz Czapelski, oficer  prasowy koneckich strażaków PSP.

The post Kilometrowa plama oleju appeared first on Konecki24.pl.

Czytaj więcej ...
17-10-2017
Teczka personalna

Robert Napierała, trener szczypiornistów KSSPR Końskie

Nowy trener pierwszoligowych piłkarzy ręcznych KSSPR Końskie ma 45 lat. Przez wiele lat był lewoskrzydłowym i kapitanem koneckiego zespołu. Robert Napierała sześć lat temu zakończył karierę zawodniczą. Ostatnio prowadził w KSSPR drużyny młodzieżowe. Jest członkiem – sekretarzem zarządu klubu. 1 sierpnia br, oficjalnie rozpoczął przygotowania koneckich pierwszoligowców do nowego sezonu. W szkoleniu drużyny jako grający asystent pomaga mu jego brat Tomasz Napierała. Do chwili uzyskania przez Roberta Napierałę odpowiednich uprawnień trenerskich, aby prowadzić seniorów w I lidze, co nastąpi niebawem, do Końskich awaryjnie ściągnięto Piotra Obrusiewicza, trenera reprezentacji Polski juniorów młodszych.

Krzysztof Orczyk

lekarz pediatra w trakcie specjalizacji

Absolwent Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych im. Stanisława Staszica w Stąporkowie. Podczas nauki w szkole był nie tylko najlepszym uczniem w całej placówce, ale w 2006 roku uzyskał tytuł najlepszego ucznia w województwie świętokrzyskim. Na swoim koncie ma wiele wyróżnień i stypendiów naukowych. Swoją przyszłość związał z medycyną. Mieszka w Łodzi, gdzie jest w trakcie lekarskiej specjalizacji w dziedzinie pediatrii. Jego pasją jest muzyka, podczas jubileuszu ZSP zagrał na gości na klawiszach.

 

The post Teczka personalna appeared first on Konecki24.pl.

Czytaj więcej ...
17-10-2017
PiS jeszcze bez kandydata na burmistrza. Może Kubicki?

Mimo dużego poparcia PiS w województwie świętokrzyskim, ale również w powiecie koneckim przedstawicielom partii nie udało się objąć żadnego z foteli włodarzy w poprzednich wyborach. Porażki ponieśli kandydaci popierani przez PiS w gminach Radoszyce i Gowarczów. Nic więc dziwnego, że w partii trwają już przygotowania do wyborów samorządowych, które mają odbyć się w listopadzie przyszłego roku. O tym, że kampania wyborcza już ruszyła widać choćby ostatnio w powiecie koneckim po ilości przecinanych wstęg czy szumnie podpisywanych umów. Przypomnimy, że w ostatnich wyborach samorządowych w 2014 roku konecki PiS na swojego kandydata wybrał Andrzeja Marka Lenarta, szefa koneckich struktur, który jednak zrezygnował z ubiegania się o stanowisko, oficjalnie ogłaszając decyzję podczas spotkania z udziałem Krzysztofa Obratańskiego, którego PiS postanowił poprzeć. Tym razem ma być inaczej.

Postawią na młodego?

Na wyborczej giełdzie pojawił się Kamil Kubicki. Mimo że szeroko jeszcze nie jest znany, na swoim koncie ma współpracę z Piotrem Słoką, podczas jego kampanii do Sejmu RP. Kubicki ma 36 lat, pracuje jako specjalista ds. administacjno-gospodarczych Nadleśnictwa Barycz, wcześniej związany był z kilkoma prywatnymi firmami. W jego politycznym CV znajdziemy epizody związane z lewicą i PJN. – Kamil to dobry kandydat. Jest młody, ma nowe pomysły, a tego w koneckim PiSie brakuje. Jeśli tylko uzyska wsparcie od swoich partyjnych kolegów mogą zajść daleko – mówi jeden z działaczy. Prawdopodobne jest to, że w kampanii wyborczej Kubicki mógłby liczyć na wsparcie posłanki Anny Krupki i wojewody świętokrzyskiego Agaty Wojtyszek, z którymi współpracuje, a nawet reprezentuje podczas wydarzeń w powiecie koneckim.

Rozmawiamy

Nie brakuje jednak głosów, że kandydatura Kamila Kubickiego nie da PiS-owi wyborczego sukcesu, którego wszyscy oczekują. Jeśli nawet sprzyjającym Kubickiemu udałoby się przekonać pozostałych członków PiS trudności może napotkać na poziomie poparcia Polski Razem i Solidarnej Polski. Wiadomo, że prawica ma iść do wyborów samorządowych w pełnym zjednoczeniu. Kamil Kubicki jak na razie nie komentuje tych rewelacji, ale im nie zaprzecza. – Jest za wcześnie, żeby jeszcze o tym mówić. Rozmawiamy – mówi krótko.

Pracują zespoły

Zachowawczo w tym temacie wypowiada się również posłanka Anna Krupka, odpowiadająca za koordynację wyborów samorządowych w województwie świętokrzyskim z ramienia PiS. – Przygotowania do wyborów samorządowych rozłożone są na kilka etapów. Po przyjęciu założeń kierunkowych kierownictwa naszej partii, przystąpiliśmy do tworzenia struktur odpowiedzialnych za wybory samorządowe – informuje posłanka. – Zostali wyłonieni przewodniczący wojewódzkich zespołów samorządowych, którzy powołali obwodowe zespoły samorządowe. Jako Przewodnicząca Świętokrzyskiego Zespołu Samorządowego mam bardzo wiele spotkań dotyczących wyborów. W następnej kolejności po spotkaniach i ucieraniu stanowisk będą formowane listy i ustaleni konkretni kandydaci. Wtedy przedstawimy ich podczas konferencji prasowej, ale na tym etapie trudno informować o konkretach – zaznacza Anna Krupka.

Absolutne dementi

Wątpliwości w temacie kandydatury Kamila Kubickiego nie ma za to Andrzej Marek Lenart, szef powiatowych struktur PiS, wicestarosta konecki. – Absolutnie to dementuję. Nie stać nas na taki blamaż, że kandydat PiS zbierze kilkaset głosów. Jeśli nie wyłonimy silnego kandydata, to zdecydujemy się na poparcie obecnego burmistrza – informuje Lenart. – Wiem, że pan Kubicki chciałby kandydować i rozmawia już o tym, ale na pewno nie otrzyma poparcia komitetu. Po prostu nie ma takiej możliwości – zaznacza. Decyzje o tym, kto będzie reprezentować PiS będą zapadać w najbliższych miesiącach. Pewne jest to, że partia rządząca nie wystawi swoich kandydatów na włodarzy we wszystkich koneckich gminach. Tam, gdzie nie będzie silnych kandydatów rozważane będą możliwości udzielenia poparcia innym startującym. Do tematu będziemy wracać.

The post PiS jeszcze bez kandydata na burmistrza. Może Kubicki? appeared first on Konecki24.pl.

Czytaj więcej ...
17-10-2017
W ciągu dekady może upaść nawet połowa prywatnych uczelni w Polsce. Ratunkiem mogą być zagraniczni studenci

W ciągu najbliższych 5-10 lat nawet połowa prywatnych szkół wyższych może zostać zamknięta z powodu braku studentów – przekonuje dr Pradeep Kumar, założyciel Indo European Education Foundation. Ratunkiem dla uczelni mogą być studenci zagraniczni, którzy coraz chętniej uczą się w Polsce. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w ubiegłym roku akademickim studiowało w kraju blisko 66 tys. cudzoziemców. Polskę coraz częściej wybierają studenci z Indii.

Najnowsze szacunki Fundacji Edukacyjnej „Perspektywy” wskazują, że wskaźnik umiędzynarodowienia polskich uczelni wynosi 5,15 proc. W kraju studiuje ponad 65 tys. obcokrajowców, najwięcej z Ukrainy (ok. 35 tys.) oraz Białorusi (5 tys.). Trzecią największą grupą są Hindusi.

– Liczba studentów z Indii w Polsce rośnie. Według oficjalnych statystyk dziś jest ich ok. 3 tysięcy, ale nieoficjalnie, na podstawie danych z tego i poprzedniego semestru, możemy mówić o 4,5 tys. Ta liczba radykalnie się zwiększa. Możemy śmiało prognozować, że w ciągu kilku lat przekroczy 5 tys., a za pewien czas może się podwoić i sięgnąć 10 tys. – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Pradeep Kumar, założyciel Indo European Education Foundation.

Jak przekonuje Kumar, polskim uczelniom brakuje jednak pomysłu, jak przyciągnąć międzynarodowych studentów.

– W Polsce wystarczy wysłać wniosek, zapłacić czesne, aby zostać przyjętym. Nie wiadomo przecież, czy ten student naprawdę przyjedzie. Brakuje procesu selekcji, a to wpływa na jakość edukacji. Angażuje uczelnię, ale nie studenta. Być może to po prostu imigranci, którzy nigdy nie pojawią się na zajęciach. To wpływa na liczbę studentów i drenuje uniwersytety – tłumaczy Kumar.

Polskim uczelniom pomaga w tym Fundacja Indo-European Education Foundation, która rekrutuje studentów z regionu indyjskiego, przeprowadza selekcję (m.in. sprawdza poziom wiedzy i znajomość języka angielskiego) oraz weryfikuje status materialny przyszłych studentów.

To o tyle istotne, że jak podaje Kumar, w ciągu najbliższych lat wyższą edukację może rozpocząć nawet 14 mln młodzieży z Indii. Część z nich wybierze zagraniczne uczelnie, bo ze względu na koszty, nie wszystkich będzie stać, by zapewnić dzieciom edukację w kraju.

– Uniwersytety państwowe pobierają 15–20 tysięcy euro opłaty rocznej. Nawet jeśli ktoś zarabia 15 tys. dolarów rocznie, nie jest w stanie zapewnić swojemu dziecku dobrej edukacji w Indiach. Takie osoby  szukają więc możliwości uzyskania wyższego wykształcenia zagranicą. A Polska proponuje to za 15 tys. nie za jeden rok, ale za cały trzyletni program bez żadnych dodatkowych kosztów – mówi Kumar.

Jego zdaniem Polska jest dla nich jednym z bardziej atrakcyjnych kierunków. Na te Europy oferuje studia w stosunkowo niskiej cenie, znacznie niższej niż na Zachodzie.

– Opłaty za studia w Wielkiej Brytanii czy USA to ok. 15 tys. funtów albo dolarów. W Polsce studenci płacą 2–5 tysięcy euro. Takie porównanie kosztów sprawia, że wielu studentów wybiera Europę. Polska dodatkowo ma wyjątkową ofertę uzyskania dyplomu dobrze znanej uczelni, który będzie uznawany we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Studenci rozumieją więc, że Polska to nie tylko atrakcja turystyczna, lecz także kusząca alternatywa edukacyjna w rozsądnej cenie – tłumaczy Kumar.

Studenci z Indii najchętniej wybierają kierunki techniczne: motoryzację, elektronikę, energetykę, czy nanotechnologię oraz kursy MBA (Master of Business), które kształcą menadżerów. Coraz częściej studiują też medycynę, zwłaszcza że Indie zmieniły prawo dotyczące absolwentów tego kierunku. Każdy student, który wybierze uczelnie uznawaną przez indyjskie władze medyczne (m.in. uniwersytety w Warszawie i Gdańsku), może praktykować w Indiach po powrocie do kraju.

– To kolejny obszar, w którym widzimy wzrost zainteresowania. W następnych latach możemy spodziewać się wielu kolejnych studentów. To duża szansa, ponieważ może pociągnąć za sobą również napływ kapitału. Zyskają również na tym polskie uniwersytety medyczne. Zarobią na takim kandydacie prawie 50 tysięcy złotych rocznie. Studenci przyjeżdżający tutaj przyciągają za sobą kapitał i wspierają rozwój gospodarczy w krajach docelowych – wymienia dr Pradeep Kumar.

Źródło: W ciągu dekady może upaść nawet połowa prywatnych uczelni w Polsce. Ratunkiem mogą być zagraniczni studenci

The post W ciągu dekady może upaść nawet połowa prywatnych uczelni w Polsce. Ratunkiem mogą być zagraniczni studenci appeared first on Konecki24.pl.

Czytaj więcej ...
17-10-2017
Polacy coraz chętniej wybierają krajową żywność. Polskie mięso, nabiał i warzywa podbijają też europejski rynek

W coraz większym stopniu polscy konsumenci doceniają krajową żywność. Najchętniej wybierają rodzime produkty mleczne, mięso, warzywa, owoce i pieczywo. Produkty z Polski cieszą się też uznaniem na europejskim rynku, a w ubiegłym roku do UE została wyeksportowana żywność o wartości przekraczającej 24 mld zł. Jednym z hitów eksportowych jest polski drób, który powoli zaczyna podbijać też Chiny, Azję oraz Afrykę. 

– Polacy stają patriotami jako konsumenci, w coraz większym stopniu kupujemy polskie produkty. To promuje rodzimą produkcję i przysparza możliwości rozwoju naszej gospodarki – mówi Witold Obidziński, dyrektor regionu Europy Południowej i Środkowo-Wschodniej w firmie De Heus.

Coraz większy patriotyzm gospodarczy wśród polskich konsumentów znajduje potwierdzenie w kolejnych badaniach. Jak wynika z najnowszego sondażu, zrealizowanego przez SW Research na zlecenie Deus, 53,7 proc. Polaków uważa krajowe mięso, wędliny i przetwory mięsne za lepsze od produktów zagranicznych. Blisko połowa (48,3 proc.) przedkłada polskie pieczywo i wypieki, a średnio co trzeci konsument docenia polskie warzywa, owoce, nabiał i produkty mleczne.

– Istotna jest kwestia tego, czy konsumenci właściwie rozpoznają polski produkt na sklepowej półce. W przemyśle rolno-spożywczym istnieje bardzo duży udział kapitału zagranicznego. Powstaje więc pytanie, czy jeżeli firma istnieje i działa w Polsce, używa polskich surowców, zatrudnia polskich pracowników i płaci w Polsce podatki, ale mimo wszystko jest kapitałowo powiązana z zagranicą – to czy produkowana przez nią żywność jest polska czy zagraniczna? – zastanawia się Witold Obidziński.

Jak wynika z ubiegłorocznego badania „Moda na polskość”, zrealizowanego przez Ipsos na potrzeby projektu Konsument 2016, aż 73 proc. Polaków stara się kupować krajowe produkty, a ponad połowa jest gotowa zapłacić więcej za produkt polski, niż zagraniczny. Dla większość konsumentów (66 proc.) polski produkt to taki, który został wyprodukowany w Polsce przy wykorzystaniu rodzimego kapitału. Dla odmiany, produkt stworzony w Polsce – ale z zagranicznym kapitałem – uważa za polski zaledwie 8 proc. konsumentów.

– Przetwórstwo owocowo-warzywne, nasze słodycze, wędliny, nasz nabiał to dziedziny, gdzie konsument w sposób świadomy wybiera i kupuje produkty polskie, ponieważ są naprawdę dobrej jakości i dostępne w szerokim zakresie – mówi Witold Obidziński.

Polska żywność cieszy się coraz większą popularnością nie tylko na krajowym, ale i europejskim rynku. Z danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi wynika, że w ubiegłym roku z Polski do UE została wyeksportowana żywność o rekordowej wartości 24,1 mld zł. Największy udział w unijnym rynku mają polskie produkty mleczne i mleko (8,2 proc.) oraz polskie mięso (10,4 proc.).

– Polska jest zdecydowanym liderem produkcji, od kilku lat zajmujemy solidne, pierwsze miejsce. Wyprzedziliśmy Niemcy, Francję i Wielką Brytanię, czyli resztę czołówki. Łączny wynik za ubiegły rok to 2,5 mln ton produkcji mięsa drobiowego. Jesteśmy również jednym z liderów eksportu – w ubiegłym roku wyeksportowaliśmy ponad milion ton drobiu. Zbliżamy się do granicy 50 proc. eksportu, więc można powiedzieć, że niedługo co drugi kurczak lub indyk będzie eksportowany z Polski – mówi Łukasz Dominiak, dyrektor generalny Krajowej Rady Drobiarstwa.

Polski drób jest jednym z hitów eksportowych. Głównymi jego odbiorcami na unijnym rynku są Niemcy, Republika Czeska, Wielka Brytania i Francja. Jednak coraz więcej eksportu – w tej chwili już około 20 proc. – trafia na rynki państw trzecich, takich jak Chiny, Bliski Wschód kraje ASEAN (państwa Azji) i Zatoki Perskiej.

– Kolejny perspektywiczny obszar to Afryka, która w najbliższych 10-20 latach osiągnie populację dużo wyższą niż obecnie. Tam przesuwa się ciężar świata, zarówno pod względem populacji, jak i w kontekście portfela konsumentów – co oznacza więcej lepiej uposażonych osób, które będą się chciały wreszcie najeść, wydać więcej pieniędzy na żywność, a białko zwierzęce jest ważnym elementem. Poza walorami smakowymi, jakościowymi oraz ceną, drób ma tą zaletę, że jest ponadreligijnym produktem mięsnym. W tym możemy upatrywać sukcesu drobiu, w tym również pochodzącego z Polski – mówi Łukasz Dominiak.

Dyrektor Krajowej  Rady Drobiarstwa zauważa, że w Polsce sektor drobiarski jest bardzo rozdrobniony i w najbliższych latach producentów czeka nieuchronna konsolidacja. Dlatego firmy zajmujące się produkcją drobiu potrzebują promocji wspólnej, polskiej marki.

 – W porównaniu z branżą niemiecką, francuską, nie mówiąc już o brazylijskiej czy amerykańskiej – w Polsce branża drobiarska jest stosunkowo rozdrobniona. Czeka nas w najbliższych kilku latach łączenie firm. To oznacza, że przedsiębiorcy potrzebują wsparcia, wspólnych działań pod jednym parasolem. Doceniamy działania Ministerstwa Rolnictwa w zakresie budowania marki „Polska smakuje”, tworzenia takiego parasola, pod którym wszyscy producenci żywności mogą się schronić i promować polskie produkty – mówi Łukasz Dominiak.

– Czynimy dużo wysiłków, żeby kształtować tę modę na polskie produkty. Promujemy znak „Polska smakuje”, to cała kampania informacyjno-promocyjna, prowadzona przy pomocy nowych mediów. Na smarfony można pobrać aplikację, dzięki której dostaniemy cały szereg informacji na temat produktów żywnościowych, które rzeczywiście zostały wyprodukowane w Polsce. Są zdrowe, są polecane i co więcej dowiemy się gdzie można je kupić. Między innymi takie działania kreujemy modę na polską żywność – wyjaśnia Witold Strobel, dyrektor Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa.

Andrzej Romaniuk, Główny Inspektor Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych podkreśla, że w promowaniu produktów – zarówno na krajowym, jak i zagranicznym rynku – kluczowe znaczenie ma ich jakość. Konsumenci coraz większą uwagę przykładają do ekologii i naturalnego składu produktu.

– W tej chwili preferencje konsumenckie dotyczą wysokiej jakości żywności i jest to generalny czynnik determinujący zbyt. Producenci odchodzą już od stosowania tzw. zamienników i są raczej skłonni do skracania składu surowcowego w wytwarzanych produktach. Dotyczy to nie tylko wewnętrznego, polskiego rynku. Duże znaczenie ma produkcja ekologiczna, produkty ekologiczne są poszukiwane i zyskują z dnia na dzień coraz większą popularność. Ekspansja eksportowa naszych produktów jest coraz większa i nie tylko swobodnie sprzedajemy teraz na terenie UE, ale w Azji czy Ameryce. Przed polskimi producentami dobrej jakości wyrobów świat stoi otworem – mówi Andrzej Romaniuk.

O perspektywach polskiej żywności eksperci oraz hodowcy z całej Polski rozmawiali w trakcie dwudniowej, pierwszej edycji Agro Days – Dni Hodowcy 2017, która odbyła się w Warszawie w miniony weekend. Wydarzenie otworzyła debata „Made in Poland – jak wykreować modę na polskie produkty?”, a swoją ofertę zaprezentowało na targach ponad 5 producentów z branży hodowlanej. 

Źródło: Polacy coraz chętniej wybierają krajową żywność. Polskie mięso, nabiał i warzywa podbijają też europejski rynek

The post Polacy coraz chętniej wybierają krajową żywność. Polskie mięso, nabiał i warzywa podbijają też europejski rynek appeared first on Konecki24.pl.

Czytaj więcej ...
17-10-2017
Karolina Szostak: w mojej drugiej książce piszę o tym, jak nie mieć efektu jojo i utrzymać dobrą sylwetkę

Gwiazda telewizji Polsat wydała drugą książkę. Publikacja zatytułowana „Mój spektakularny detoks” poświęcona jest kwestii utrzymania wagi po kuracji odchudzającej. Karolina Szostak radzi w niej, jak się odżywiać i ćwiczyć, aby uniknąć efektu jo-jo.

Pierwsza książka Karoliny Szostak ukazała się w kwietniu tego roku. Gwiazda telewizji Polsat opowiedziała w niej o swoich zmaganiach z nadwagą, zdradziła też sekret diety, dzięki której schudła ponad 20 kg. We wrześniu premierę miała kolejna publikacja będąca uzupełnieniem informacji zawartych w „Mojej spektakularnej metamorfozie”. Jej współautorką ponownie została dziennikarka Marta Kordyl. 

– Pierwsza książka była o tym, jak zrzucić zbędne kilogramy, a druga jest o tym, jak utrzymać dobrą sylwetkę, nie mieć efektu jo-jo, kolokwialnie: jak nie jojować – mówi Karolina Szostak agencji informacyjnej Newseria Lifestyle.

Książka „Mój spektakularny detoks” to poradnik, w którym czytelnicy znajdą praktyczne wskazówki na temat tego, jak utrzymać wagę po odchudzaniu. Autorki nie skupiły się już na samym poście dr Dąbrowskiej, któremu Karolina Szostak zawdzięcza szczupłe ciało, lecz na poradach mówiących o tym, jak uniknąć efektu jo-jo. Marta Kordyl podkreśla, że wiele kobiet obawia się restrykcyjnej diety stosowanej przez Karolinę Szostak, wychodząc z błędnego założenia, że tak ciężki post musi się zakończyć efektem jo-jo.

– My chcemy powiedzieć, że to jest nieprawda, że nie prawie wszystkie i jak to zrobić, aby tego efektu jojo uniknąć, sprawdziłyśmy to na sobie, Karolina i ja, więc da się – mówi dziennikarka.

W swojej drugiej wspólnej publikacji autorki zawarły wiele porad i wskazówek odnośnie do zdrowego stylu odżywiania, przepisów na konkretne dania oraz zestawów ćwiczeń fizycznych. Skoncentrowały się przede wszystkim na detoksie, wyjaśniając dlaczego jest on nieodłącznym elementem kuracji odchudzającej. Karolina Szostak podkreśla, że oczyszczanie organizmu jest tak samo ważne dla zdrowia, jak sam post owocowo-warzywny, który przeszła kilka miesięcy temu.

– Utrzymanie tej dobrej wagi, to aby nie mieć efektu jojo, jest też dla zdrowia, żeby organizm nie szalał, żeby hormony odpowiednio pracowały, żeby wyniki badań były dobre, także o to chodzi – mówi gwiazda.

– Żyjemy w takich czasach, w jakich żyjemy. Jesteśmy zanieczyszczone, jemy niezdrowo, w biegu, a detoks od czasu do czasu naprawdę wyzwala nasz organizm, rosną mu skrzydła, chce nam się więcej niż normalnie – dodaje Marta Kordyl.

Obie autorki zapewniają, że praca nad książką przebiegała w miłej, swobodnej atmosferze. Spotykały się zazwyczaj w kawiarniach, gdzie rozmawiały o swoich doświadczeniach z dietą i detoksem. Po udanej współpracy przy „Mojej spektakularnej metamorfozie” Karolina Szostak i Marta Kordyl miały do siebie całkowite zaufanie.

 – Jest to pełna współpraca, my ze sobą rozmawiamy, funkcjonujemy przez telefon, jemy razem i tak wygląda współpraca, Marta spisuje, ja opowiadam, ja coś dopisuję, cały czas się ścieramy i coś sobie dopowiadamy – mówi Karolina Szostak.

– Jesteśmy totalnie różne, ona jest ogniem, ja jestem wodą. Czasami zimnym kubłem wody potrafię ją zdyscyplinować, więc fajnie dodaje Marta Kordyl.

Książka „Mój spektakularny detoks” miała premierę 27 września. Publikacja ukazała się nakładem wydawnictwa Edipresse Książki.

Źródło: Karolina Szostak: w mojej drugiej książce piszę o tym, jak nie mieć efektu jojo i utrzymać dobrą sylwetkę

The post Karolina Szostak: w mojej drugiej książce piszę o tym, jak nie mieć efektu jojo i utrzymać dobrą sylwetkę appeared first on Konecki24.pl.

Czytaj więcej ...
17-10-2017
Mateusz Gessler: Mam wrażenie, że wstydzimy się, że jesteśmy Polakami. A jesteśmy fajnym i pozytywnym narodem

Zdaniem restauratora Polacy często miewają kompleksy związane z pochodzeniem i uważają, że w innych państwach żyje się lepiej. Gospodarz „Drzewa marzeń” jest jednak przekonany, że Polacy to pozytywni i chętni do pomocy ludzie. Powinni tylko zapomnieć o niechlubnej przeszłości, która stanowi źródło kompleksów.

Mateusz Gessler czuje się zarówno Polakiem, jak i Francuzem. Urodził się w Warszawie, dzieciństwo spędził jednak we Francji – ojczyźnie swego ojczyma. Do kraju matki wrócił dopiero w 2002 roku. Restaurator nie ukrywa, że nie rozumie nacjonalistycznych tendencji, jakie w ostatnim czasie dochodzą w Polsce do głosu. Jego zdaniem część Polaków nie akceptują odmienności rasowej i kulturowej, wkrótce jednak sytuacja ulegnie zmianie, zwłaszcza że tendencje nacjonalistyczne żywi tylko niewielki procent społeczeństwa.

– To, że o nich rozmawiamy, to dobrze, oni szukają rozgłosu, ale jest ich mało. Większość ludzi myśli pozytywnie, wszyscy jesteśmy braćmi – mówi Mateusz Gessler agencji informacyjnej Newseria Lifestyle.

Restaurator podkreśla, że Polska jest krajem katolickim, religia ta nakazuje natomiast miłosierdzie i miłość bliźniego. Przypomina, że kościół katolicki uczy, by jego wierni byli otwarci i traktowali każdego człowieka tak samo, bez względu na jego kolor skóry czy wyznawaną przez niego religię.

– Tak powinniśmy się zachowywać, zawsze podać dobrą rękę, Polak umie pomagać, umie to robić, udowodnił to wiele razy – mówi Mateusz Gessler.

Gospodarz programu „Drzewo marzeń” zauważa również, że Polacy mają wiele kompleksów. Jego zdaniem często wstydzą się swojego pochodzenia i z zazdrością patrzą na inne kraje świata, uważając, że tam żyje się lepiej. Restaurator jest przekonany, że owo poczucie wstydu wynika z polskiej historii, zwłaszcza z okresu II wojny światowej oraz czasów dominacji władzy komunistycznej w PRL.

– Jesteśmy w miejscu dość nieciekawym geograficznie, pomiędzy jednym wielkim imperium a drugim. Ja uważam, że jesteśmy lepsi od jednej i drugiej strony – mówi Mateusz Gessler.

Zdaniem restauratora Polacy powinni się wyzbyć kompleksów i realnie oceniać sytuację mieszkańców innych państw. Powinni być również dumni ze swoich dzieci, które dorastają w pozytywnym, mimo wszystko, społeczeństwie.

– Jesteśmy bardzo fajnym, pozytywnym narodem, ale trzeba odgrzebać kurze, które nam zostały z wojen czy komunizmu, bo naprawdę jesteśmy bardzo pozytywnie nakręceni – mówi Mateusz Gessler.

Źródło: Mateusz Gessler: Mam wrażenie, że wstydzimy się, że jesteśmy Polakami. A jesteśmy fajnym i pozytywnym narodem

The post Mateusz Gessler: Mam wrażenie, że wstydzimy się, że jesteśmy Polakami. A jesteśmy fajnym i pozytywnym narodem appeared first on Konecki24.pl.

Czytaj więcej ...
17-10-2017
dr Aleksandra Piotrowska: zawsze kiedy obserwuję dziecko zaangażowane w show-biznes, odczuwam niepokój

Obecność w show-biznesie może być dla dziecka groźną pułapką. Zdaniem psychologów maluch może uzależnić się od sławy, a stała ekspozycja w mediach sprawia, że chłonie on negatywne wzorce zachowań. Dziecko przyjmuje za pewnik, że najważniejsze w życiu jest bycie w centrum uwagi.

W polskiej telewizji pojawia się coraz więcej programów typu talent show, których uczestnikami są wyłącznie dzieci i nastolatki. W show-biznesie stale debiutują dzieci gwiazd, w ostatnim czasie pierwsze kroki w modelingu postawiła córka Hanny Lis, natomiast syn Justyny Steczkowskiej zdobywa popularność jako bloger kulinarny. Zdaniem wielu psychologów zbyt wczesne wejście do świata show-biznesu może się okazać jednak szkodliwe dla psychicznego i emocjonalnego rozwoju dziecka.

– Zawsze, kiedy obserwuję dziecko zaangażowane w show-biznes i celebryctwo, odczuwam niepokój, bo to nie są czynniki sprzyjające dobremu, zrównoważonemu rozwojowi zdrowego psychicznie dziecka mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle dr Aleksandra Piotrowska, psycholog dziecięcy.

Zdaniem dr Piotrowskiej dziecko wchodzące do świata show-biznesu otrzymuje negatywne wzorce postrzegania własnej osoby. Dowiaduje się bowiem, że najważniejsze jest skupienie na sobie uwagi innych. Tymczasem dziecko powinno się koncentrować na własnym rozwoju, zarówno fizycznym, jak i psychicznym, zwłaszcza w zakresie wrażliwości społecznej i umiejętności kontaktów z innymi ludźmi. W tym celu dziecko powinno spędzać czas przede wszystkim ze swoimi rówieśnikami, z dala od kamer telewizyjnych stawiających je w centrum uwagi.

– To, czego boję się najbardziej, to budowanie systemu wartości, w którym na samej górze hierarchii jest zaistnienie w opinii publicznej, przyciągnięcie uwagi innych, a dzięki czemu – to już schodzi na plan dalszy mówi psycholog.

Przygoda z mediami może się niekorzystnie odbić na psychice dziecka także w przypadku, gdy zostanie zbyt szybko lub nieoczekiwanie zakończona. Przyzwyczajone do statusu gwiazdy dziecko może z trudem akceptować fakt, że jego medialny wizerunek traci znaczenie, a jego miejsce zajmują inni młodociani celebryci. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, gdy oczekiwania dziecka względem jego przyszłości w show-biznesie są bardzo duże.

Dziecko  rośnie, przestaje być rozpoznawane, niektóre z dzieci nie potrafią się z tym pogodzić, całkiem tak jak rozkapryszone gwiazdy zaczynają w różne niekorzystne sposoby domagać się uwagi – mówi dr Aleksandra Piotrowska.

To, jak dziecko zareaguje na obecność w show-biznesie, zależy nie tylko od działań rodziców, lecz także od jego własnej psychiki. Dla wielu maluchów przygoda z mediami okazuje się wartościowym doświadczeniem, sprzyjającym jego rozwojowi.

– Ważne jest, aby nie koncentrować się tylko na tym, żeby za wszelką cenę zaistnieć publicznie, bo jest to groźna pułapka mówi dr Aleksandra Piotrowska.

Psycholog podkreśla również, że zadaniem rodziców jest dbanie, aby obecność w show-biznesie nie stała się codziennością. Należy dbać, by maluch poświęcał czas także na inne, pasujące do jego wieku aktywności.

Źródło: dr Aleksandra Piotrowska: zawsze kiedy obserwuję dziecko zaangażowane w show-biznes, odczuwam niepokój

The post dr Aleksandra Piotrowska: zawsze kiedy obserwuję dziecko zaangażowane w show-biznes, odczuwam niepokój appeared first on Konecki24.pl.

Czytaj więcej ...

icon OSOBY Z NASZEGO REGIONU