Wkrótce kolejne serwisy
składowe Portalu

11-10-2017
Dzwon na gwałt [trwogę] – Bedlno 31.05.1814
Pieczęć owalna lakowa z napisem w trzech rzędach poziomych majuskułą (literami drukowanymi): PIECZĘC - GMINY - BEDLNA; nad napisem rozeta, pod napisem krzyż równoramienny; średnica 23x25 mm; lak czerwony. Pieczęć na dokumencie z 18.05.1811 r. w zbiorach KW.

Praca przy wertowaniu akt urodzeń, małżeństw, zgonów jest trudna i żmudna. Jeżeli można mówić o korzyściach z tego płynących, to pojawiają się one później; w momencie gdy mamy „opanowanych” co najmniej kilka dekad. Można wtedy wyciągać wnioski, dokonać porównań, „pobawić się” statystykami…
Zawstydzono mnie nieco przy okazji publikacji artykułu pt.: Czy król Stanisław August Poniatowski był w Gowarczowie w 1787? Kalendarium pobytu SAP w Końskich i okolicy.
Pominąłem informację o wizycie króla SAP w Maleńcu w dniu 15 lipca 1787 roku. Pani, która zwróciła mi uwagę na nieobecność Maleńca w kalendarium wizyty SAP obiecałem odrębny artykuł. Właśnie rośnie on w siłę. Wertuję akta parafii i gminy Bedlno, do której Maleniec należał w owym okresie. Sprawdziłem zapisy akt z dwóch dekad, przejrzałem swoje zgromadzone dokumenty - można już co nieco pokazać. Zacznę od takiej małej „perełki” - zapisu ks. Andrzeja Zawilińskiego plebana kościoła w Bedlnie z dnia 31 maja 1814 roku.

Bedlno. Roku tysiąc osiemset czternastego, dnia trzydziestego pierwszego miesiąca maja. Przed Nami Plebanem Parafii Bedlno Powiatu Konieckiego w Departamencie Radomskim stawił się starozakonny Rubin Ickowicz, Syn Starozakonnego Icka Lewkowicza żyjącego i Ruchli Mośkowiczowney nieżyjącey prawych Małżonków w Włości Bedlno Gminie Bedlenko zamieszkały mający lat podług…

Tu zapis się urywa i na całej następnej stronie pojawiają się ciekawe dwa zdania opatrzone tytułem: Pustka

Vacum
Przypadek
Nie tak z nieostrożności jako bardziej z przestrachu
gdyż pisząc Akta, we dzwon na gwałt uderzono.
Proszę więc czytelnika łaskawego o przebaczenie,
oraz darowanie Winy na którą zasłużyłem.
Czytaj dalej...
Czytaj więcej ...
24-09-2017
Krzyż powstańczy 1863, młyn w Faliszewie – epizod 1939 i 1945. Wyprawa nad Pilicę
Okolice Faliszewa przy Pilicy - stary i nowy krzyż. Foto Radosław Nowek.
… krzyż robi na nas niezwykłe wrażenie. Stoi pochylony i oparty o drzewo, a promienie słoneczne gdzieniegdzie muskają jego powierzchnię. Krzyż musi być bardzo stary, jest cały pokryty zielonkawym mchem… Oglądamy krzyż naokoło i od strony wschodniej ( na boku krzyża) widzimy drewnianą tabliczkę przymocowaną za pomocą drewnianych kołków. Tabliczka jest chyba dębowa, a cały krzyż prawdopodobnie z modrzewia. Przeciągam palcem po wyrytych na tabliczce literach. Próbujemy odczytać napis:
Wędrowcze pochyl głowę w modlitwie nad tymi którzy walczyli
1864

Rejon pomiędzy Czermnem, Przedborzem i Skotnikami to ciekawe historycznie miejsca w naszych okolicach. Wielokrotnie studiowałem mapy, szukając starych szlaków, młynów, wiatraków i karczm. Jednak najdalej gdzie zapuszczałem się na poszukiwania z wykrywaczem to Fałków i Skórnice. Czermno oraz Skotniki zostawiałem na inny, nieokreślony czas.
Pewnego dnia sytuacja się zmieniła. Krzysiek opowiedział mi o młynie w okolicach Faliszewa, który należał do jego rodziny. Przy okazji popłynęła opowieść o porzuconym sprzęcie wojennym we wrześniu 1939 roku. Podobno grupa polskich żołnierzy uzupełniała zapasy wody i prowiantu w młynie. Obejrzeli koło wodne, a potem spiętrzenie progowe przed spadem. Dziadek Krzysztofa opowiadał, że żołnierze wrzucali jakieś rzeczy do wody, opróżniając wozy taborowe.
Nasyceni takimi wiadomościami i nakręceni wyobraźnią - ja, Tomek zwany Kudłatym i Krzysiek ruszyliśmy w drogę. W czasie jazdy Krzysiu opowiadał o czasach dzieciństwa spędzonych we młynie dziadka. O tym, jak kiedyś przepływała Pilica, o wykonanych melioracjach i zmianie przebiegu koryta rzeki, które doprowadziło do upadku młyna. O wyciągniętym niegdyś karabinie z dawnego stawu przed progiem, który dziadek wrzucił z powrotem do wody.
Jazda do Faliszewa przebiegła szybko i sprawnie. Przy okazji pobytu, mieliśmy zajrzeć do jednego z gospodarzy, który prosił o pomoc w odnalezieniu ukrytego po wojnie pistoletu jego ojca - członka podziemia w czasie II wojny światowej. Relacja gospodarza wskazywała klepisko w dawnej stodole. Broń miała być ukryta w glinianym garnku, napełnionym łojem z baraniny. Garnek zaś miał być włożony do starego ula i zakopany pod klepiskiem. Na miejscu okazało się, że stodoły już nie ma i tylko odciśnięte kontury wskazywały zarys nieistniejącej już budowli. Odpalamy wykrywacze i szukamy. Co 5 cm sygnał aż dźwięczy echo dookoła. Najpierw pomyślałem, że mam coś źle ustawione, ale Krzysiek i Tomek mają takie same zakłócenia. Co rusz wyjmujemy z ziemi blaszki, druciki, gwoździki i inne tego typu śmietki. Po dwóch godzinach, dajemy sobie spokój ze sprzętem i próbujemy sondować ziemię prętami. Po kolejnych dwóch godzinach bezowocnego kopania i namierzania, czas przyznać się do porażki. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem byłoby zebrać wierzchnią warstwę klepiska na około 50 cm za pomocą koparki. Stodoła była olbrzymia około 12 x 30 metrów. Gospodarz macha ręką i zostawiamy nieodkryty depozyt na inny, może lepszy czas.
Jedziemy do młyna. Żałuję, że nie wziąłem ze sobą aparatu fotograficznego, a w tamtym czasie żaden z nas nie miał aparatu w telefonie.
Właściwie, historia młyna, który był w posiadaniu przez rodzinę Biłków wymaga odrębnego opracowania. Wszystkie dokumenty i fotografie należą do wnuka pierwszego właściciela - Krzysztofa Biłka.
Czytaj dalej...
Czytaj więcej ...
09-09-2017
Kapliczkowe wieści 1918, 1939, 1945
Dzisiaj pokażę państwu trzy fotografie kapliczek - krzyży związanych ze zbliżającymi się rocznicami odzyskania i utracenia wolności 1918, 1939 i 1945. Zmuszają one do zastanowienia i zadumy.

Czy to już jest świt wolności 1918? Fotografia pochodzi z dużego zbioru koneckiego legionisty Kazimierza Kapla, autora rymowanej kroniki historii Końskich, artysty, rysownika, malarza… Fotografię udostępniła p. Agnieszka Byczkowska.

Legioniści przed krzyżem - kapliczką

Czy to już jest świt wolności 1918? Fotografia pochodzi z dużego zbioru koneckiego legionisty Kazimierza Kapla, autora rymowanej kroniki historii Końskich, artysty, rysownika, malarza…
Polecam ciekawy artykuł p. Pawła Putona z Radomia: „Pamiątki Wielkiej Wojny”. Kapliczki regionu radomskiego z czasów I wojny światowej
Czytaj dalej...
Czytaj więcej ...
19-08-2017
Czy król Stanisław August Poniatowski był w Gowarczowie w 1787? Kalendarium pobytu SAP w Końskich i okolicy
Król Stanisław August Poniatowski - trasa przejazdu z Końskich do Ruskiego Brodu. 
Reymanns Special-Karte 135A, fragment mapy z początku XIX w.

12 i 13 lipca - Miedziana Góra

zwiedzał Poniatowski kopalnie miedzi na Miedzianej Górze, w pobliżu Kielc,


14 lipca - Królewiec, Antoniów, Radoszyce

- piece do topienia rud w Królewcu (20 km od Końskich w stronę Kielc), fabryki żelazne w Antoniowie (koło Radoszyc) i Radoszyce,


15 lipca Jacentów, Radoszyce

- fryszerski w Jacentowie (na północ od Radoszyc w odległości 6 km) i zanocował w Radoszycach… Naj. Pan wyjeżdżając z Radoszyc udarzył złotym medalem majstra cieślę i razem dobrego mechanika urodzeniem Polaka dla zachęcenia do tak pożytecznej dalszej budowy i uczczenia drugich raczył także na tymże miejscu dać podarunek majstrowi Polakowi, dozór i pierwszeństwo nad ludźmi fabrycznemi mającemu...
[Wizycie w Malińcu poświęcę kolejny artykuł]


16 lipca Końskie, Pomyków

w poniedziałek około 8 rano wrócił do Końskich, mając przy swym boku Popiela, kasztelana sandomierskiego, jako reprezentanta województwa, do którego wtedy i Końskie należały.
Na granicy powiatu opoczyńskiego:
„czekali na jego Król. Mość licznie zgromadzeni obywatele powiatu opoczyńskiego i radomskiego, uszykowani w linię, mając przed sobą więcej stu ułanów z proporcami, w zielone kurtki i rajtuzy przybranych. Gdy Najjaśn. Pan zastanowił się, przystąpili do karety z urzędnikami JPanowie Małachowski (Antoni), wojewoda mazowiecki, Małachowski (Jan Nepomucen), Starosta Opoczyński, Marszałek Trybunału (w Piotrkowie) i Potkański, Starosta Radomski...
Ruszyła się potym ku miastu cała ta poważna asystencja, mając przed sobą wspomnianych wyżej ułanów w pośrodku ludu obojej płci, na gościńcu i w mieście we dwie linie uzyskowanego przy wesołych okrzykach i biciu z armat. Na wstępie miasta była wystawiona wspaniała brama z herbem królewskim (Ciołek), ozdobiona makatami i innymi drogimi materiałami, przez którą, gdy Jego Król Mość wjechał, witany był naprzód od kahału” [Witał króla rabin Rosenblat - według notatek o bóżnicy koneckiej p. Piżyca], potem od Magistratu, a mieszczanie wszyscy stali pod bronią we dwie linie aż do samego kościoła uszykowani.
Wstąpił Najjaśn. Pan do kościoła, gdzie po uczynionym siebie powitaniu przez J. księdza Traczewskiego modlił się przed wystawionym przy ołtarzu pulpicie, a potem oglądawszy wewnątrz i zewnątrz, szedł pieszo do pałacu JPana Małachowskiego (Jana Nepomucena), starosty opoczyńskiego, Marszałka Trybunału koronnego, któremu łaskawie order Orła Białego konferować (tu - ofiarować) raczył; wyszedł potem do sali, gdzie witany był wyborną mowę naprzód od JPana Potkańskiego, starosty Radomskiego, potem od JPana Dunina Wąsowicza [6], sędziego ziemskiego Radomskiego.
...Około godziny 5 obejrzawszy Naj. Pan strukturę pałacową i odwiedziwszy mieszkanie JPaństwa kanclerstwa (Małachowskich), gdy dano znać o zaszłych (nadeszłych) powozach, udał się o ćwierć mili do Pomikowa (Pomyków faktycznie ta miejscowość się nazywała i nazywa) [Jan Małachowski, dziedzic Końskich założył w Pomy
kowie, 3 km od miasta w 1750 r. ruralnię, czyli fabrykę strzelb
i bagnetów. Pracowali prawie sami robotnicy niemieccy, których było 40 rodzin, zamieszkałych w 18-20 domach budowanych
systemem pruskim. Oprócz broni robiono tu przedmioty żelazne i stalowe: łóżka, narzędzia rolnicze i rzemieślnicze, naczynia, blachy, gwoździe. Broń tu wyrabiana była tańsza i lepsza od zagranicznej. Dn. 22.09.1794 r. Kościuszko nakazał tę fabrykę 
(i kozienicką) przenieść do Warszawy], miejsca sławnego fabryką strzelby, wziąwszy z sobą do karety kanclerza wielkiego koronnego i starostę Opoczyńskiego dziedzica Małachowskich, oraz JPana Popiela, kasztelana sandomirskiego.
Szło za królem Jegomościa kilkanaście powozów dla towarzyszów drogi, dworu i gości różnych przygotowanych. Tam przybywszy prowadził naprzód dziedzic króla Jmci do wystawionego na śrzodku (na środku) ul. Fabrycznej szpalerem lipowym wysadzonej kolosu (piramida) , prawdziwie pięknym gustem i symetrją z flint, bagnetów i szpontonów (krótka pika, właściwie sponton) złożonego, wynalazkiem JPana Miączyńskiego, starosty krzepickiego.
Stała wpośrzodku kolosu tego cyfra królewska (inicjały imienia i nazwiska króla) z zamków od strzelb i kolb kształtnie ułożona, która się na pedestale (dziś piedestał - wzniesienie, podium, podstawa kolumny lub pomnika, z franc. piedestał) obszernym temiż kolbami, bagnetami i stemplami (drut stalowy do ubijania naboju w lufie, dziś służący do czyszczenia broni palnej) zamiast girlandy ozdobionym utrzymywała. Zbliżonego Naj. Pana do kolosu witał niemieckim językiem [Polak był wtedy tutaj tylko jedynym majstrem] jeden z najstarszych rzemieślników oraz imieniem zgromadzenia swojego fuzją kształtną w tej fabryce sporządzoną Naj. Panu ofiarował.
Oglądał potem Jego król Mość domy fabryczne, a zabawiwszy się z godzinę szedł pieszo do zbudowanego nad stawem gmachu dla widzenia roboty toczenia, świdrowania oraz polorowania rur i bagnetów, co wszystko z ukontentowaniem swojem oglądawszy, wrócił do Końskich.
Tymczasem w bliskiej oficynie rozpoczęte były tańce kompanii dam i kawalerów przytomnych (obecnych), którą kompanię chcąc bytnością swoją Naj. Pan przyozdobić, szedł tam i podaniem ręki swojej pańskiej w taniec JPani kanclerzyny wielkiej koronnej, potem innym z kolei damom, kontynuował ochotę aż do zachodu słońca.
Na koniec zjadłszy w altanie ogrodowej lekką kolację i zabawiwszy się spacerem po obszernym szpalerze rzęsistym ogniem iluminowanym, przy wystawionej cyfrze imienia swojego, a odgłosie muzyki, pożegnał kompanię, która na kolację wielką do kilku stołów w starym pałacu udała się”.
Czytaj dalej...
Czytaj więcej ...
30-07-2017
Koneckie studnie II
Jest rok 1939 - wrzesień, a może było to nieco później. 
Żydzi nie mają jeszcze opasek. Plac przed kościołem - konecki Rynek.

W lutym 2010 zamieściłem artykuł o koneckich studniach. Przedstawiłem dość prymitywny, aczkolwiek ciekawy i dokładny szkic - plan Końskich z lat 30. XX wieku z umiejscowieniem studni. Artykuł kończy się refleksją: Może warto umieścić w planach rewitalizacji koneckiego centrum rekonstrukcję takiej studni; są plany studni z połowy XIX wieku.

Takie tam naiwne autorskie ble, ble, ble… A swoją drogą przy opracowywaniu planów rewitalizacji koneckiego Rynku tylko jedna pracownia architektoniczna zapytała się: jak upamiętnić wielowiekowy pobyt w Końskich i ostatnią drogę Żydów - ten konecki Umschlagplatz?
Dzisiaj ukażę historię tej studni w innym aspekcie. Powrócę zatem do fotografii, którą wówczas również pokazywałem.

Jest rok 1939 - wrzesień, a może było to nieco później. Żydzi nie mają jeszcze opasek. Plac przed kościołem - konecki Rynek. Grupa Niemców przygląda się pobieraniu wody przez dwóch Żydów. A może Niemcy sami zainscenizowali tą scenkę… Tuż obok, za niewysokim płotkiem Niemcy utworzyli dla poległych cmentarz.

W obrębie utworzonego getta (dokładny plan getta przedstawiłem w artykule w maju 2016) było tylko kilka studni do czerpania wody (doliczyłem się pięciu - na ulicy Warszawskiej, na ulicy Berka Joselewicza - dwie, w Rynku dwie).

Ta studnia ma szczególną historię. Zachowała się bogata korespondencja - kilkadziesiąt dokumentów w sprawie stanu sanitarnego miasta: do Rady Starszych Ludności Żydowskiej, do burmistrza miasta Końskie i do Komisji Sanitarnej; z 1942 roku. Zbiór ten wymaga zapewne naukowego opracowania i przedstawienia.
Czytaj dalej...
Czytaj więcej ...
09-07-2017
Historia Wąglowa
Fragment mapy województwa sandomierskiego z 1791 roku Karola de Pethersa.
...Niemal w każdej miejscowości wokół Wąglowa były dymarki lub fryszerki gdzie wytapiano i przekuwano żelazo (kuźnice były potrzebne, aby usunąć część zanieczyszczeń) potrzebny był więc węgiel drzewny, który wytwarzali tzw
. kurzacze...

Jest to niewielka miejscowość należąca do gminy Stąporków. Udokumentowana historia Wąglowa mówi o jego ponad 300 letnim istnieniu i ściśle jest związana z Zagłębiem Staropolskim. Etymologicznie nazwa Wąglów wywodzi się od węgla. W gwarze śląskiej, która przechowała do dzisiaj wiele staropolskich słów, na węgiel mówi się wągiel. Prymitywne piece hutnicze do wytopu żelaza bazowały na węglu drzewnym. W tej części Ziemi Świętokrzyskiej dominowały prastare lasy, które były magazynem surowcowym w procesie wypalania węgla drzewnego. Sądzę, że to ta pierwotna działalność była zalążkiem wsi Wąglów i określiła jej nazwę. Niemal w każdej miejscowości wokół Wąglowa były dymarki lub fryszerki gdzie wytapiano i przekuwano żelazo (kuźnice były potrzebne, aby usunąć część zanieczyszczeń) potrzebny był więc węgiel drzewny, który wytwarzali tzw
. kurzacze. Ks. Jan Wiśniewski w Monografii Dekanatu Koneckiego wymienił Wąglów w roku 1712. Uczynił to opisując hojnego darczyńcę kościoła w Odrowążu Jana Zaluszewskiego i jego syna Kazimierza jako właścicieli Niekłania Mniejszego i kuźni wodnej (minery) o nazwie Wąglów. Nazwa wsi dotyczy więc produkcji węgla drzewnego, która mogła powstać jeszcze w XVII wieku. Produkcja węgla drzewnego, wytop i przekuwanie żelaza była zlokalizowana koło stawu na rzece Czarnej. Ten zalążek wsi był czynnikiem sprzyjającym rozrostowi wsi Wąglów. Był on jednak bardzo powolny gdyż w latach 1823-27, kiedy to kuźnicę nazywano „fabryką żelaza” wieś Wąglów składała się z sześciu drewnianych domów w których było 75 mieszkańców.
Czytaj dalej...
Czytaj więcej ...
01-07-2017
Poszukiwanie zaginionych zawodów. Gowarczów miasto, parafia i gmina 1810-1848
Szwajcar kościelny… przestrzega gadających w kościele, podczas nabożeństwa, aby drugich nie gorszyli - a czasem nieposłusznych i wyprowadza… To zapewne nie było jedyne zajęcie strażnika. Oryginalna tabliczka z końca XIX lub początku XX wieku. W: Muzeum etnograficzno – historycznym powstałym z inicjatywy Euzebiusza Barańskiego w roku 2002. Mieści się ono w zabudowaniach parafialnych tj. w budynkach przeznaczonych dla służby kościelnej tzw. organistówce w Fałkowie. Foto. KW.

Szukanie zaginionych, starych zawodów nie przypomina szukanie Atlantydy. Co chwila znajduję zawody, których nazwy mnie zaskakują. Tak jest i w tym przypadku. Któż z nas wie co oznaczają nazwy: cyrulik, dziewka, exaktor, fizyk, forszpan, karbowy, mularz, pachciarz, palarz, sągarz, strycharz, wasągarz… by wymienić tylko nazwy te bardziej tajemnicze. Dla mnie prawdziwym „królem tajemniczych zawodów” jest: szwaycar kościelny.
  • szwajcar kościelny… przestrzega gadających w kościele, podczas nabożeństwa, aby drugich nie gorszyli - a czasem nieposłusznych i wyprowadza...
A teraz przejdę do „żelaznych korzeni” miasta Gowarczowa, parafii i gminy w latach 1810 - 1848. W poprzednim artykule przedstawiłem gwozdziarzy. Przyszła kolej na kolejne zawody.
Czytaj dalej...
Czytaj więcej ...
11-06-2017
Śmiertelny skok „Czeremosza”
Stary Sokołów, od strony wschodniej. To w pobliżu tego starego krzyża (kilkanaście metrów, a może kilkadziesiąt metrów?) znalazł czasowe miejsce pochówku ppłk Leopold Krizar - Cichociemny. Opodal 500-700 metrów na południe znajduje się Kólcowodka - las byłego majątku Kanigowskich. Foto. 10.06.2017 KW.


I

Późnym popołudniem 16 października 1944 roku miano wyprawić z południowych Włoch do Polski aż 30 samolotów ze sprzętem wojskowym. W rzeczywistości wystartowało ich znacznie mniej: 8 z Campo Casale i 6 z Celone. Dwa z nich, należące do polskiej eskadry 1586 niosły na pokładach - prócz sprzętu - także sześcioosobowe ekipy skoczków. Montując składy ekip brano pod uwagę potrzeby personalne Armii Krajowej. Po upadku Powstania Warszawskiego odtwarzano właśnie w rejonie Częstochowy Komendę Główną AK, uzupełniano również ubytki w sztabach okręgów i dlatego w obu ekipach znajdowało się dwóch pułkowników, podpułkownik, dwóch majorów, kapitan i rotmistrz. Każdy z nich był wysoko kwalifikowanym specjalistą, przygotowanym do zajęcia odpowiedniego wakatu w kraju. Ponadto - w przewidywaniu nadejścia kolejnej ofensywy zimowej Armii Czerwonej i opanowania przez nią obszarów Polski środkowej i zachodniej, a w konsekwencji - możliwego zerwania łączności z krajem, obie ekipy zaopatrzono w wyjątkowo duże sumy pieniędzy: ekipa „Dziada" płka dypl. Wacława Kobylińskiego wiozła 544 800 dolarów, ekipa „Czeremosza" - ppłka Leopolda Krizara - 528 000 dolarów. Każda z nich ponadto po 7 200 dolarów złotych.
Lecący z. ekipą „Dziada" Liberator KG-994„R" wykonał bez przeszkód zrzut na placówkę „Newa" 611, położoną na polanie leśnej w rejonie wsi Kolonia Żerechowa (19 km na południowy wschód od stacji kolejowej Piotrków Trybunalski).
Ekipa „Czeremosza" lecąca Libetalorem KH-151„S" miała skoczyć na placówkę "Ognicha" położoną o 15 km na południowy zachód od stacji kolejowej Koniecpol. Ponieważ placówka ta nie odpowiedziała na sygnały samolotu, zaczął on szukać położonych w pobliżu dwóch placówek zapasowych. Nie mogąc ich odnaleźć z powodu zalegającej mgły, skierował się również na „Newę", która będąc bastionem mogła przyjąć kilka zrzutów.
Liberator w kilku nawrotach zrzucił 12 zasobników oraz skoczków. Wyskoczyli wszyscy, jednak na ziemi zebrało się tylko pięciu. Brakowało ppłka Leopolda Krizara „Czeremosza", który wyskoczył pierwszy. Szukano go na polanie i okalających ją młodnikach, lecz - co wydawało się niezrozumiałe - nigdzie go nie odnaleziono.
Czytaj dalej...
Czytaj więcej ...
04-06-2017
Gowarczów miasto gwoździarzy 1810-1840
Formowanie szpikulca. Warsztat gwoździarza bardzo przypomina kuźnię. Oprócz paleniska i młotka musiał posiadać jedynie płytę kowalską. Mogła być ona wykonana jako masywna płyta, lub tylko płaskownik z wieloma lejkowatymi otworami różnej średnicy. Otwory miały najczęściej przekrój kwadratowy. Gwoździe, ćwieki wykonywane były w następujący sposób: nagrzany z jednego końca pręt wydłużano uderzając młotkiem tak aby wydłużał się i ścieniał się ku końcowi… [WŁ]
Rysunek zawarty w pracy: Die Mendelschen und Landauerschen Hausbücher, Kuntz (Kunz) Peck (Beck; Becker) 1525 r.

Gowarczów obok Końskich w XVIII wieku był ośrodkiem handlu żelazem produkowanym w okolicy. Był też na przełomie XVIII i XIX wieku ośrodkiem gwoździarstwa - chałupniczej produkcji gwoździ. Na gruntach miasta czynna była „szabelnia” czyli zakład produkcji szabel. Stopniowy upadek przemysłu - po wybudowaniu linii kolejowej zaczął koncentrować się w Końskich i zmniejszenie się znaczenia ważnego niegdyś traktu Warszawa - Kraków, na trasie którego leżał Gowarczów; zahamowało rozwój miasta. prześladowały też Gowarczów pożary. Zanim jednak w roku 1869 władze carskie odebrały mu za udział w powstaniu styczniowym prawa miejskie miastem rządził burmistrz i magistrat posługujący się okazałą pieczęcią zawierającą herb: dwa skrzyżowane klucze i umieszczoną nad nimi koroną z łacińskim napisem: Sigillum Magistratus (Pieczęć Magistratu Miasta Gowarczowa)... O liczbie ludności miasta dowiadujemy się dopiero z pierwszego powszechnego spisu ludności przeprowadzonego przez władze Księstwa Warszawskiego w roku 1810. Mieszkańców było wtedy 653. Natomiast według sprawozdania gubernatora radomskiego z roku 1850 miał Gowarczów 1371 mieszkańców, 128 budynków drewnianych i 6 murowanych. W roku 1905 liczba mieszkańców wzrosła do 2384, ale potem zaczęła się zmniejszać i pierwszy spis w odrodzonej Polsce w roku 1921 wykazał 1503 mieszkańców... [1]

Zapewne pełny opis miasta zamieszczę wkrótce przy okazji zaprezentowania herbu tej miejscowości. Chcę podzielić się z Państwem - czytelnikami strony z moimi ustaleniami związanymi z badaniem dokumentów kościelnych parafii gowarczowskiej z lat 1810-69. [2] Wśród odnalezionych zawodów mieszkańców Gowarczowa i gminy (parafii) gowarczowskiej największą popularnością cieszył się zawód gwoździarza i górnika - dzisiaj całkowicie zapomniane. A kto zna nazwy ówczesnych ulic, które występują w dokumentach? Czy przetrwały one do dzisiejszych czasów? Postaram się przygotować artykuł na ten temat, przedstawić plan miasta z tego okresu z zaznaczeniem starych nazw ulic.
Czytaj dalej...
Czytaj więcej ...
21-05-2017
Stanisław Bednarski – moje spotkanie z Hubalem
Stanisław Bednarski „Drzazga”, pchor. ppor. zastępca dowódcy wywiadu kolejowego 
Komendy Obwodu. Oficer wyszkolenia podobwodu „Bug” 
(obejmował tereny: Końskie, Gowarczów, Duraczów). 
Foto. w; Bogumił Kacperski, Jan Zbigniew Wroniszewski, 
Końskie i powiat konecki 1939 - 1945. Cz. III, Końskie 2005.

Kombatancki rodowód Stanisława Bednarskiego wywodzi się kampanii wrześniowej 1939 r. Potem organizował służbę cywilną dla majora „Hubala", która przejęła Służba Zwycięstwu Polski przemieniona, w Związek Walki Zbrojnej. A zaczęło się tak.
Przed wojna, służył jako podoficer zawodowy w dęblińskiej jednostce piechoty. Podczas wojny niemiecko-polskiej został zapędzony z macierzystym 15 pp spod Wielunia do Warszawy. Z niewoli zbiegł w Pruszkowie i na początku października zwalił się „na głowę" rodzicom mieszkającym w Piekle koło Końskich.
W ostatnią niedzielę października przed południem wyjechał z lasu na pola konny patrol polskich ułanów. Wyszedł na ich spotkanie. Dowodził podporucznik. Asystowali kapral podchorąży i starszy ułan. Rozmawiali o przebiegu służby zawodowej, o udziale w walkach frontowych, niewoli i ucieczce z prowizorycznego stalagu.
Czytaj dalej...
Czytaj więcej ...

icon OSOBY Z NASZEGO REGIONU